adorable-attractive-beautiful-1062280

Jak zdobyć faceta? i inne bzdurne porady dla singielek

Odnoszę wrażenie, że praktycznie każdy ma garść tzw. dobrych rad dla singielek.

Nie bądź zbyt pewna siebie. Nie śmiej się za głośno. 

Nie możesz się realizować i mieć fajnego życia, bo tym odstraszasz mężczyzn. 

Jesteś za wysoka, nie noś szpilek, to łatwiej kogoś znajdziesz. 

I absolutny hit: inicjatywa nie leży po stronie mężczyzny, sama możesz poprosić go do tańca, zaprosić na randkę.

Rady tego typu są nie tylko głupie, ale i krzywdzące. Przecież każda kobieta, która marzy o małżeństwie, szuka mężczyzny, który ją przyjmie taką jaka jest. Z jej historią życia, wyglądem, stylem bycia. Takiego, który pokocha ją taką, jaka jest. Przed którym nie będzie musiała udawać.

Owszem są zachowania, które zrażają mężczyzn (np. samowystarczalność, wieczne maruderstwo czy krytykowanie innych). Ale to są zachowania, a nie cechy. Poza tym, która z nas lubi spotykać się z osobami, które tylko narzekają, albo ciągle oceniają i krytykują innych? To są zachowania, które utrudniają budowanie każdej relacji, a nie tylko relacji miłosnych.

Odpuść polowanie

Część komedii romantycznych bazuje na schemacie, w którym dziewczyna upatruje sobie chłopaka, opracowuje plan i go zdobywa. Później żyją długo i szczęśliwie. Tylko rzeczywistość jest inna. Jeżeli nastawiasz się na polowanie, to być może odniesiesz sukces i zdobędziesz wytypowanego mężczyznę, tylko on będzie dla Ciebie ofiarą nie partnerem. W jednym z artykułów dla Aletei Polska napisałam, że polowanie to aktywne działanie w celu wytropienia, schwytania, a następnie uwięzienia lub uśmiercenia ofiary. Udane polowanie zawsze kończy się niewolą lub śmiercią. Pomyśl, czy na takim fundamencie chcesz budować swoje małżeństwo?

Właśnie dlatego najbardziej irytują mnie rady, w których przerzuca się całą odpowiedzialność za działanie i budowanie związku na kobiety. Poproś go o numer, zaproponuj spotkanie, zabiegaj, staraj się, przypodobaj się. To chore! Owszem kobieta może się wykazać inicjatywą, np. uśmiechnąć się, zagadnąć, poprosić mężczyznę o radę czy pomoc, ale to on powinien zaproponować randkę. Gdy dziewczyna bierze za dużo na siebie, to staje się zestresowana i przeciążona.

Nie raz na date coachingach dziewczyny mówiły mi, że stresują się na randkach. Myślą, jak wyglądają, co mówią itp. Zamiast być obecną i cieszyć się ze spotkania, poznawać i dawać się poznać, one ciągle myślą czy wybrały odpowiednią strategię, czy stosują się do jakiejś tam reguły, czy są wystarczająco zabawne, tajemnicze, uwodzicielskie itd. Takie działanie jest wykańczające i jest prostą drogą do nerwicy, frustracji i utraty chęci do poznawania kogokolwiek. Dodatkowo nie przynosi zamierzonych efektów.

Dziewczyny skarżą się, że one się starają, przejmują inicjatywę, a mężczyźni się wycofują. Tylko nic w tym dziwnego, mężczyźni to zdobywcy, więc jeżeli Ty przejmujesz inicjatywę, proponujesz spotkania, wydzwaniasz, to oni się zniechęcają i znikają. Owszem zdarzają się tacy, którym to odpowiada, ale zazwyczaj jest tak, że ten typ mężczyzn jest ogólnie bierny. Będąc w relacji z takim chłopakiem z czasem odkryjesz, że to Ty jesteś siłą napędową Waszej relacji. Jak Ty nie działasz, to nic się nie dzieje. Naprawdę tego chcesz?

Gdy słyszę o całym wysiłku, jaki dziewczyny wkładają w randkowanie, i kontrolowanie siebie, aby być taką, jak sugeruję poradniki, nie dziwię się, że nie mają one ochoty i siły na dalsze randkowanie. Że czują się sfrustrowane, złe i bezradne.

Każda relacja, miłość, a szczególnie małżeństwo muszą opierać się na wolności. A to wyklucza polowanie. Randki muszą opierać się na otwartości, gotowości poznania drugiej osoby i szczerości. Gdy zaczynasz manipulować, grać i udawać, to przekreślasz szansę na spotkanie się z drugą osobą. Nie dajesz mu szansy na poznanie całego Twojego wewnętrznego piękna.

A gdyby tak postąpić inaczej…

Poznając nowego mężczyznę otwórz się na spotkanie. Nie wchodź w relację z nastawieniem, że to musi być to. Im mniej presji na siebie nałożysz, tym łatwiej będzie Ci być sobą. A to właśnie autentyczność jest tym, co najbardziej pociąga mężczyzn.

Nie przejmuj inicjatywy. Zostaw mu pole do działania. Po randce powiedz (o ile to prawda), że dobrze się bawiłaś i z chęcią to powtórzysz. A następnie czekaj na jego działanie. W ten sposób poznasz czy on nadaje się do relacji, czy jest proaktywny, czy jest zainteresowany. Istnieje ryzyko rozczarowania, ale lepiej jak ono jest na początku niż wtedy, gdy Ty zainwestujesz ogrom swojego wysiłku w coś co i tak nie miało szans od początku.

Reguły dotyczące randkowania, które zawsze by działały, nie istnieją. Reguły, które stosujesz, powinny wynikać przede wszystkim z Twoich granic, czyli z tego co dla Ciebie jest ok oraz z tego co dla Ciebie nie jest ok. Tym powinnaś się kierować. Jeżeli masz trudność z określeniem swoich granic – polecam Ci książkę Granice w randkowaniu.

Są oczywiście pewne zasady czy prawa np. te dotyczące dynamiki budowania relacji, ale one są dość ogólne i nie wiążą się ze zmianą Ciebie jako osoby.

Nie bój się być sobą i daj się zdobyć

Możesz być pewna siebie, niezależna, śmiać się głośno i mieć życie, które sprawia Ci satysfakcję. Mężczyźni lubią niezależne kobiety. Pisałam o tym, w tym artykule. Autentyczność to klucz do zbudowania szczerej, otwartej i bliskiej relacji. Dlatego nie bój się być sobą i zachowywać się naturalnie. Dziel się swoimi przemyśleniami, wartościami, pragnieniami czy marzeniami. W najgorszym wypadku szybko odkryjesz, że mężczyzna, którego właśnie poznałaś, nie jest w stanie przyjąć Cię taką, jaką jesteś. A skoro nie jest, to oznacza, że to nie ten.

Ale jednocześnie dajesz szansę, aby on zachwycił się Tobą i Twoim pięknym wnętrzem. Pokazując się w prawdzie, dajesz się poznać. Tworzysz szansę na bycie przyjętą z całym swoim wewnętrznym bogactwem.

Daj się zdobyć. Dopuść możliwość rozczarowania. Ciesz się z randek.

 

W tekście polecam książkę Granice w randkowaniu. Jeżeli chciałabyś ją kupić, to poniżej znajdziesz linki z porównaniem ofert, są to tzw. linki afiliacyjne. Kliknięcie w nie nic Ciebie nie kosztuje, ale mi może pomóc. Jeśli bowiem zdecydujesz się zakupić dany produkt, to zarobię na tym drobną prowizję. Piszę o tym wprost, bo lubię jasne sytuacje. A polecam tylko te książki, które okazały się dla mnie przydatne. 

Granice w randkowaniu Henry Cloud, John Townsend 

 

Photo by Matthias Cooper from Pexels

Facebookpinterestmail Podziel się!
gosia_i_jacek-foto internet_edited

Wielka miłość po czterdziestce. Historia Małgosi i Jacka

Ten wywiad rozpoczyna cykl Dobre historie, w ramach którego poznasz różne, autentyczne historie miłosne. Mam nadzieję, że będą dla Ciebie inspirujące. Bo na małżeństwo nigdy nie jest za wcześnie ani za późno.     

 

Zuzanna: Małgosia jesteś teraz szczęśliwą żoną, ale długo czekałaś na swój ślub. Ile miałaś lat, gdy stanęłaś na ślubnym kobiercu?

Małgosia: 44, a Jacka – mojego męża – poznałam mając 43 lata.

Wasze spotkanie było dość nieoczekiwane.

To prawda 🙂 Dla nas jest to niesamowite. Zadzwoniła do mnie koleżanka i zaproponowała wyjazd do Rybna, do klasztoru Sióstr od Miłosierdzia. Ona miała potrzebę modlitwy za syna, a ja znając to miejsce modlitwy, pomyślałam, że się z nią przejadę. Pojechałam, pomimo tego iż inna koleżanka odradzała wyjazd. Jacek, mój mąż, wybrał się tego samego dnia, na prośbę znajomego zakonnika, który miał tam odprawiać Mszę Św. Tak się stało, że weszliśmy razem w tym samym momencie na teren klasztoru. Nasze pierwsze spotkanie było 100 km od Warszawy. Można powiedzieć, że znaleźliśmy się tam przypadkiem.

I właśnie wtedy Jacek zaprosił Cię na randkę?

Nie, nie, nie (śmiech). To było tak, że rozładowała mi się komórka i siedziałam w przedsionku domu, żeby ją podładować. W grupie, w której przyjechał Jacek, były dwie moje koleżanki. W pewnym momencie siedzieliśmy wszyscy razem w tym przedsionku i rozmawialiśmy.

To jak się spotkaliście powtórnie?

Po pewnym czasie od naszego pierwszego spotkania, Jacek do mnie zadzwonił. Okazało się, że znalazł mój numer telefonu w Internecie. Kiedyś współorganizowałam kurs Alfa i w sieci został mój numer telefonu.

Jacek bardzo się postarał.

Tak, to prawda 🙂

Wspominałaś, że nie od razu otworzyłaś się na znajomość z Jackiem. Na początku byłaś zdystansowana.

Tak, to prawda. Zgodziłam się na spotkanie, ale miałam w sobie dystans. Poprzednia trudna relacja bardzo mnie zamknęła na związek. Poza tym, mając po czterdziestce myślałam, że nic z tego nie będzie, choć znajomi wierzyli i modlili się za mnie.

Wspomniałaś, że poprzednia relacja zamknęła Cię na związek. Przed Jackiem spotykałaś się z innymi mężczyznami, byłaś w innych relacjach. I ciągle okazywało się, że to nie ten. Jak sobie radziłaś z rozczarowaniem po kolejnej randce, nieudanej relacji? Co Ci pomagało?

Po ostatniej była rezygnacja i raczej nie miałam nadziei na zbudowanie trwałego związku. A wcześniej pomagało mi moje życie towarzyskie. Mam dość dużo koleżanek, przyjaciółek i razem jakoś organizowałyśmy czas, wspólnie go spędzając. Dawałyśmy sobie wsparcie.

Również, a może przede wszystkim, pomagało mi zaufanie Panu Bogu, wspólnota do której należałam oraz modlitwa. Wierzyłam, że Bóg ułoży moje życie i będę w nim szczęśliwa.

Gdy teraz z perspektywy czasu patrzysz na te poprzednie, nieudane relacje, to widzisz, że one Ci coś dały, czegoś nauczyły? A może widzisz w sobie z przeszłości coś co utrudniało Ci wejście w relacje? Czy one były potrzebne?

Wiesz, to temat rzeka. Widzę plusy i minusy. Tak generalizując, bo każda relacja jest inna, to wiele mnie nauczyły. M.in. otwartości i żeby wychodzić do drugiego człowieka pomimo tego, że doświadczałam odrzucenia czy niezrozumienia. Ostatnia relacja, po której poznałam Jacka, nauczyła mnie akceptować człowieka takim, jakim jest. Ogólnie mówiąc teraz łatwiej mi wybaczać, w różnicach widzieć bogactwo, nie mieć wygórowanych oczekiwań itp.

Jak myślisz, co sprawiło, że z Jackiem było inaczej, że Wam się udało?

Powiem kolokwialnie, że chyba nasz wiek i to, że nam bardzo zależało i byliśmy ukierunkowani na małżeństwo. Oboje dość szybko chcieliśmy się przekonać czy coś z tego będzie. Można powiedzieć, że pominęliśmy ten etap randkowania i takiej niepewności. My od razu sprawdzaliśmy się czy możemy razem stworzyć małżeństwo. Była też w nas duża elastyczność i akceptowanie siebie nawzajem. To miało naprawdę duże znaczenie.

Czy można powiedzieć, że byliście wobec siebie bardziej autentyczni i unikaliście gierek?

Tak, myślę, że staraliśmy się pokazać w prawdzie i być autentycznymi. Nie interesowało nas randkowanie bez końca. Każde z nas musiało odpowiedzieć sobie na pytania czy w to idzie. Dużo rozmawialiśmy i spędzaliśmy razem każdą chwilę.

Z czasem miałaś mniejsze oczekiwania wobec mężczyzn?

Wiesz, ja nie miałam nigdy jakiejś listy cech, w stylu przystojny brunet z poczuciem humoru. Ważne dla mnie było to, żebym była przyjęta taka jaka jestem, z moją historią życia. Myślę, że przez różne moje doświadczenia byłam otwarta na różnych mężczyzn, a cechy fizyczne były mniej istotne. To co dla mnie się liczyło to poczucie bezpieczeństwa w relacji, na które wpływają różne cechy np. odpowiedzialność, opanowanie, ciepło, zrozumienie, wysłuchanie.

A czy myślisz czasem – dlaczego nie spotkaliśmy się wcześniej?

Tak, oczywiście. Ale w takich momentach z mężem mówimy sobie, że jest jeszcze wieczność na naszą miłość. Poza tym, widać nie mogliśmy się wcześniej spotkać. Nie wiem czy w innym czasie byśmy się na siebie otworzyli, dojrzale i odpowiedzialnie siebie przyjęli. To był po prostu najlepszy czas. Bardzo doceniamy i celebrujemy każdą chwilę razem.

Późno zaczęło się Wasze małżeństwo, ale weszliście w nie gotowi.

Tak, to był cenny czas przygotowania do małżeństwa, ale też dojrzewania do bycia sobą. Do stawiania się takim dobrym darem dla drugiej osoby.

Wiem, że można pytać Czy to musiało aż tyle trwać? Ale za tym stoi historia naszego życia, nasze domy rodzinne, zaniedbania naszych rodziców, różne doświadczenia etc. Wierzę, że to był dobry i potrzebny czas.

Czytają nas dziewczyny, którym doskwiera samotność. Przed którymi jeszcze małżeństwo. Jakbyś miała spojrzeć na swoje życie i coś im poradzić, tak z serca, to co byś powiedziała.

Warto czekać na tę jedyną najważniejszą relację, która stanie się relacją małżeńską. Nie zniechęcać się tymi „nieudanymi” po drodze, a wręcz odkrywać siebie w tych relacjach. Być otwartym na poznawanie drugiego człowieka, również z takim ryzykiem, że to może nie być to. Ja się tego długo uczyłam, bo na początku wchodziłam w relacje z determinacją, że to musi być małżeństwo, a później przychodziło rozczarowanie. Zegar przecież tykał (uśmiech).

Ten czas samotności to cenny czas pracy nad sobą zarówno pod kątem psychicznym, emocjonalnym, jak i duchowym. Warto ten czas wykorzystać, aby odkrywać siebie w różnych obszarach pracować nad zmianą jeśli jest konieczna, by potem było łatwiej i prościej dokonać wyboru i być jemu wierną.

 

Małgosia i Jacek stanęli na ślubnym kobiercu w kwietniu 2018 roku.

Zdjęcie wykorzystane za zgodą Małgosi i Jacka.

Facebookpinterestmail Podziel się!
beautiful-beauty-carefree-1458318

Tworzyć, nie tworzyć listy cech?

Czy warto tworzyć listę cech? Zdania w tej kwestii są podzielone.

W niektórych poradnikach znajdziesz informacje, że tworzenie listy cech jest bez sensu. Bo przecież spotykasz się z autentycznym człowiekiem, a nie ideałem czy wymyśloną przez siebie postacią. W innych za to będą Cię namawiać, abyś dokładnie się zastanowiła z kim chcesz być, argumentując to tym, że związek przetrwa jeżeli będziecie do siebie dopasowani.

Sama, gdy byłam na etapie poszukiwania mężczyzny, z którym mogłabym spędzić życie, czułam się zakłopotana tego typu radami.

Tworzyć nie tworzyć?

Czy to mi pomoże, czy zaszkodzi?

W końcu doszłam do wniosku, że najlepsze we wszystkim jest równowaga i stworzyłam krótką listę.

Po co Ci lista?

Tworzenie listy cech ma na celu określenie Twoich potrzeb i preferencji. Chodzi o to, żebyś uświadomiła sobie, co jest dla Ciebie ważne, a później zweryfikowała to w rzeczywistości, w kontakcie z konkretnymi mężczyznami.

Taka lista ma być dla Ciebie drogowskazem, jakimś punktem wyjścia. Ona nie jest absolutnym kryterium. Co więcej powinnaś ją co jakiś czas modyfikować!

Łatwo jest teoretyzować i mówić, że np. chcesz, żeby on był zaradny życiowo. Ale co to znaczy w praktyce? Ma dobrze zarabiać czy umieć wszystko naprawić? Albo co to znaczy, że ma być wierzący? Wystarczy, że chodzi do kościoła i się modli czy wolisz np. żeby był on zaangażowany w Ewangelizację?

Dobra lista cech pomaga Ci w okresie randkowania odpowiedzieć sobie na pytania:

  • co tak naprawdę jest dla mnie ważne?
  • jakie cechy mężczyzny są istotne dla mnie w codziennym życiu?

Jak stworzyć taką listę?

Listę cech możesz stworzyć na różne sposoby. Możesz wypisać wszystkie cechy, które przychodzą Ci do głowy lub zacząć od wypisania kategorii, które będziesz następnie uzupełniać cechami. Sposobów jest wiele. Te, które u mnie się sprawdziły znajdziesz jako ćwiczenia w kursie Fundament: Kogo szukam? Kogo wybieram?

Related Posts

W jaki sposób najlepiej ją wykorzystać?

Tak jak wspomniałam powyżej – lista cech ma być drogowskazem i powinnaś ją modyfikować.

Po listę warto sięgać, zarówno wtedy, gdy poznajesz nowego mężczyznę, jak i wtedy, gdy z jakimś chłopakiem byłaś już na kilku randkach.

Mając taką listę w głowie, na randce będziesz mogła zadać mądre pytania, dzięki którym sprawdzisz (choć częściowo) czy ten konkretny mężczyzna na wspólne z Tobą wartości, zainteresowania lub czy jego sposób zachowania jest dla Ciebie akceptowalny. Ważne, żeby o takie rzeczy pytać (w mądry sposób, niekoniecznie wprost) już na początku znajomości. Bezpośrednie pytania (w stylu – Ile i kiedy chcesz mieć dzieci?) mogą zrażać.

Jednak zapytanie o plany i marzenia na najbliższe pięć lat w niebezpośredni sposób powie Ci coś o tym, czy ten konkretny mężczyzna chce założyć rodzinę czy nie. Mądre zadawanie pytań i zbieranie informacji może uchronić Cię przed zaangażowaniem w nierokujący związek. Oszczędzi Ci też czas i frustrację.

Po randce koniecznie zastanów się czy to co usłyszałaś i zaobserwowałaś jest dla Ciebie fajne czy nie. Pomyśl też, jakie inne cechy zauważyłaś u niego, a które nie były na Twojej liście. Czy one mają dla Ciebie znaczenie?

Na przykład, gdy zaczęłam spotykać się z Darkiem, to bardzo doceniłam jego punktualność. I choć tej cechy nie było na mojej liście, to bardzo mi się to podobało. Darek zawsze na mnie czekał (a nie ja na niego), a to powodowało, że czułam się ważna i szanowana.

Być może stwierdzisz, że niektóre wypisane przez Ciebie cechy tak naprawdę nie mają znaczenia. I to jest ok. Wtedy zmodyfikuj swoją listę. Przecież lista jest tylko pewnym drogowskazem, a nie czymś absolutnym i stałym.

PS. Jeżeli trudność sprawia Ci stworzenie takiej listy cech, to skorzystaj z mojego kursu on-line lub umów się na konsultację.

Photo by Liam Anderson from Pexels

Facebookpinterestmail Podziel się!
philipp-berndt-173197-unsplash

Granice w relacjach

Granice i asertywność to tematy trendy. Dużo się o nich mówi, że są ważne, że są potrzebne. A jednocześnie mi osobiście często brakuje w tym temacie konkretów.

Co to konkretnie znaczy stawiać granicę?

Co to znaczy być asertywną?

Jaka jest różnica między asertywnością a agresywnością?

Przez długi czas stawianie granic było dla mnie wyzwaniem, a raczej problemem. Niby wiedziałam, że mam prawo powiedzieć nie. Ale jak to praktycznie zrobić, żeby kogoś nie zaatakować? Jak to powiedzieć, żeby ochronić siebie i jednocześnie okazać szacunek drugiej osobie? A co ważniejsze jak stawiać granice w związku, aby nie spalić relacji, a jednocześnie nie naginać się zbyt mocno?

W szukaniu odpowiedzi na te pytania bardzo pomogła mi książka H. Clouda i J. Townsenda “Sztuka mówienia NIE”*. Dzięki niej zrozumiałam czym są konkretnie granice i jak je stawiać w zdrowy sposób.

Granice

Ze zrozumieniem granic w świecie fizycznym mało kto ma problemy. Są one widoczne i jasno określają kto jest właścicielem danego miejsca, a tym samym kto ponosi za nie odpowiedzialność. Trudność sprawia za to jasne określenie czym są granice w świecie emocjonalnym, ponieważ są one niewidoczne. W świecie fizycznym są płoty, mury czy chociażby linie, które mówią gdzie przebiegają granice. A w świecie relacji granice są nienamacalne. Ale mimo to są konieczne, a wręcz niezbędne, aby chronić to co jest Twoją indywidualnością i odrębnością.

Granice Cię określają. Określają co jest Tobą, a co Tobą nie jest. One dają poczucie własności i odpowiedzialności w odniesieniu do siebie samego. A świadomość tego, co Cię stanowi (czyli co jest Twoją własnością) i za co jesteś odpowiedzialna jest podstawą wolności. 

Z tym co jest Twoje możesz zrobić co chcesz, ale najpierw musisz wiedzieć co to jest. Znając swoje granice wiesz też za co nie jesteś odpowiedzialny, np. za to co myślą inni ludzie lub za ich pragnienia.

Czym są granice w relacjach?

Najprostsza definicja jaką spotkałam została sformułowana przez Brené Brown:

Granice to po prostu co jest ok, a co nie jest ok.

Każda z nas indywidualnie wyznacza granice. Dla niektórych obejmowanie się na dzień dobry jest ok, a dla innych nie. Niektóre z nas łatwo skracają dystans, inne potrzebują więcej czasu, żeby się otworzyć i pozwolić sobie na większą bliskość z drugą osobą. Każda z nas tworzy relacje w unikalny sposób i to jest dobre. Według mnie istnieje tylko jedna uniwersalna zasada dotycząca tego jak powinny wyglądać nasze bliższe i dalsze relacje. Powinna być w nich wolność i szacunek dla obu stron relacji, a to uzyskuje się tylko przez stawianie granic i szanowanie granic postawionych przez innych ludzi.

Czy stawianie granic jest egoistyczne?

Niektóre osoby martwią się, że stawianie granic jest egoistyczne. Ale wyniki badań pokazują zupełnie coś innego.

Brené Brown mówi, że jednym z najbardziej zaskakujących wyników jej badań było odkrycie, że osoby najbardziej współczujące, to osoby, które najmocniej wyznaczały granice. Jeżeli odpuszczasz i akceptujesz zachowania, które są dla Ciebie nie ok, to pozwalasz, żeby narastała w Tobie gorycz i gniew. A to jest zabójcze dla relacji. Poniżej znajdziesz cały wywiad z Brené.

[fvplayer id=”5″]

 

Jakie są Twoje granice w relacjach?

Czas na zadanie dla Ciebie. Pomyśl i zapisz jakie masz granice w relacjach damsko-męskich.

  • Co w tych relacjach jest dla Ciebie ok, a co nie jest ok?
  • Przypomnij sobie sytuację, w których naginałaś się. Te wszystkie momenty, w których czułaś złość. Lub te sytuacje, w których zgadzałaś się na coś z powodu lęku. Jakie swoje granice wtedy łamałaś? Co w tamtych momentach było nie ok?

Nazwij to i zapisz – wtedy stanie się to konkretne i zobaczysz, w jakich miejscach Twoje granice wymagają wzmocnienia.

Być może Twoje dotychczasowe związki były nie udane, ponieważ nie miałaś jasno wytyczonych granic w relacjach, a bez tego nie mogłaś w pełni kochać i godziłaś się na zachowania, które Cię raniły.

Stawiania granic można się nauczyć, a pierwszym krokiem jest zidentyfikowanie i nazwanie sytuacji, w których godziłaś się na przekraczanie Twoich granic.

Photo by Philipp Berndt on Unsplash

Facebookpinterestmail Podziel się!