tamara-bellis-401355-unsplash (Duży)

Mężczyźni lubią niezależne kobiety, ale nie samowystarczalne

Gdy byłam singielką nie raz słyszałam, że skoro prowadzę własną firmę, mam sukcesy zawodowe i osiągnięcia, to mam małe szanse na udaną relację. Tzw. życzliwi przekonywali mnie, że moja niezależność zniechęca mężczyzn. Powoduje, że będą się czuli przy mnie nieswojo i koniec końców wycofają się.

Czy naprawdę kobieca niezależność zniechęca?

Wielu mężczyzn chce, aby ich dziewczyny czy żony były kobietami niezależnymi. Takimi, które realizują swoje pasje i marzenia. Oni cieszą się ich sukcesami i nie czują się przez nie zagrożeni. Co więcej, często wspierają swoje ukochane w jeszcze pełniejszym rozwijaniu talentów i osiąganiu sukcesów.

Oczywiście jeżeli trafisz na mężczyznę, który jest niepewny siebie i osiągnięcia drugiej osoby (a szczególnie kobiety) odbiera jako zagrażające, to Twoja niezależność i dokonania go zniechęcą. I dobrze. Pomyśl, jeżeli on buduje swoje poczucie wartości na porównywaniu się i poczuciu bycia lepszym, to oznacza, że nie nadaje się do relacji. Im szybciej zakończysz z nim znajomość tym lepiej.

Na początku znajomości ważne jest jednak, aby swoją niezależność pokazać w normalny, nierywalizujący sposób. 

Unikaj rywalizacji

W artykule dla Aletei opisałam historię, która przydarzyła się Dagmarze. Na jednej z randek, chłopak zaczął opowiadać jej z entuzjazmem o podróży swojego życia. Dagmara słuchała, a gdy skończył, ona opowiedziała o swojej. Niestety forma, której użyła zamknęła chłopaka na relację. Jak sama przyznała, zaczęła porównywać jego podróż do swojej i nieświadomie podkreślać, co w jej podróży było lepsze, fajniejsze, bardziej wyjątkowe. Zdarzyło jej się nawet skrytykować jakieś jego działanie. Im dłużej opowiadała, tym wyraźniej czuła, że coś się zmienia, że gaśnie entuzjazm jej rozmówcy.

Mimo że po spotkaniu wymienili się jeszcze kilkoma SMS-ami, to kolejna randka nie doszła do skutku. Gdy rozmawiałyśmy o całej tej sytuacji, Dagmara stwierdziła, że bardzo jej zależało na uzyskaniu akceptacji i udowodnieniu, że nie jest gorsza. Opowiadając tę historię i powtarzając słowa, które powiedziała do Piotrka, odkryła, że bezwiednie zaczęła rywalizować i w ten sposób spaliła tę relację.

Jak zatem opowiadać o swoich sukcesach? Normalnie, czyli bez spiny, chęci udowodnienia czegoś.

Z doświadczenia wiem, że można się tego nauczyć. Był czas, że budowałam swoje ego na osiągnięciach. Mówiłam, że jestem doktorem psychologii i zrobiłam największe na świecie badania z zakresu psychologicznej analizy pisma. W oparciu o ich wyniki opracowałam GCP Method – narzędzie pozwalające na rozpoznanie cech charakteru na podstawie pisma ręcznego (więcej informacji znajdziesz tutaj). Brzmi nieźle i ciężko.

Zachowywałam się trochę jak na rozmowie o pracę, gdzie trzeba zaprezentować swoje kompetencje jak najlepiej. A randka to przecież zupełnie inna sytuacja. 

Zmieniłam więc swoją opowieść i jak mężczyzna pytał mnie czym się zajmuję, to żartobliwie odpowiadałam, że pracuję z motylami, czyli pomagam ludziom rozwijać skrzydła ich możliwości. Jeżeli ktoś dopytywała o co dokładnie chodzi, to mówiłam, że pracuję jako coach. O doktoracie czy GCP Method wspominałam później. Często samo to wychodziło w czasie kolejnych rozmów i nie miało już takiego ciężaru, gdy o tym mówiłam.

Nie zachęcam Cię do ukrywania swoich osiągnięć. Zastanów się jednak:

  • po co chcesz o nich mówić na pierwszych randkach?
  • co chcesz w ten sposób osiągnąć?
  • co daje Ci opowiadanie o swoich sukcesach?

Pamiętaj, że randka to czas, gdy mężczyzna chce poznać Ciebie, a Twoje osiągnięcia zawodowe to tylko część (i nie koniecznie najważniejsza) tego, co stanowi o Twojej wyjątkowości. Przecież dużo ważniejsze jest to jaką kobietą jesteś.

Nie myl niezależności z samowystarczalnością

Niezależność to nie to samo co samowystarczalność, to dwie zupełnie różne rzeczy. Niezależność wiąże się z dojrzałością i umiejętnością zadbania o siebie we wszystkich obszarach (fizycznym, emocjonalnym i duchowy). Osoba niezależna potrzebuje innych ludzi, potrafi też przyjąć pomoc. 

Samowystarczalność można streścić w krótkim zdaniu – nie potrzebuję nikogo, sama dam sobie radęA mężczyźni lubią być potrzebni. Oni chcą czuć, że mogą zrobić coś dla swojej kobiety, że mogą jej służyć. Dlatego kobiety samowystarczalne ich odstraszają.

Kobieta niezależna wie, że da sobie radę, ale przyjmuje pomoc, bo tak jest łatwiej, wygodniej, przyjemniej, ciekawiej. Kobieta samowystarczalna wszystko robi sama i na propozycje pomocy odpowiada dziękuję, poradzę sobie. 

Pamiętam, jak wyjeżdżałam na rekolekcje ze wspólnotą. Była to grupa, w której były zarówno małżeństwa, jak i single i singielki. Większość dziewczyn (ze mną na czele) przyjeżdżała z dużymi walizkami. Chłopaki często proponowali, że zaniosą nam walizki do pokoju. Wiele z moich koleżanek mówiło nie, nie trzeba, dam radę. Ja miałam inną strategię. Wiedziałam, że dam sobie radę, ale uznawałam, że nie ma sensu się męczyć, więc ochoczo korzystałam z propozycji pomocy.

W żaden sposób nie umniejszało to mojej niezależności. A dodatkowo ja się nie męczyłam, a moi koledzy cieszyli się, że mogli mi pomóc. Wszyscy byli wygrani.

Będąc osobą samotną z wieloma rzeczami musisz radzić sobie sama. I być może nieświadomie wchodzisz w rolę kobiety samowystarczalnej. Jeżeli tak jest, to popracuj nad przyjmowaniem pomocy i przysług. Bo samowystarczalność zabija relacje. Ona utrudnia lub wręcz uniemożliwia okazanie miłości w praktyczny sposób i może blokować realizację Twojego marzenia o małżeństwie i rodzinie.

PS. O innych zachowaniach kobiet, które mogą blokować rozwój relacji mówię w szkoleniu on-line Jak szukać, aby znaleźć tego Jedynego?

Photo by Alex Blăjan on Unsplash

Facebookpinterestmail Podziel się!
electronics-girl-hands-359757

Pierwsza randka – dlaczego on nie dzwoni?

Poznałaś fajnego chłopaka, poprosił o Twój numer telefonu i … nie dzwoni.

Lub byliście na randce. Podobało Ci się. Chciałabyś spotkać się ponownie. Czekasz na telefon, ale on nie dzwoni. Mija dzień, drugi, trzeci … Twoja frustracja rośnie, a w głowie kłębią się myśli.

A może mu się nie podobam? Pewnie zachowałam się jakoś beznadziejnie. Mogłam inaczej to lub tamto powiedzieć. Jestem beznadziejna. 

Ból odrzucenia miesza się ze złością, więc w myślach wyzywasz go od najgorszych, by po chwili wpaść w negatywne ocenianie siebie. Ani dla niego, ani dla siebie nie masz litości. Nakręcasz się, jest w Tobie coraz więcej negatywnych emocji.

Jeżeli takie sytuacje są Ci bliskie, to zatrzymaj się na chwilę i złap dystans. Powodów, dla których on nie dzwoni może być wiele

Odrzuć perspektywę to ze mną jest coś nie tak

To nie tak, że to Twoja wina, że on nie dzwoni. Powodów jego milczenia może być wiele i tylko kilka z nich może być związana z Tobą, a raczej Twoim zachowaniem (opowiadam więcej o tym w szkoleniu on-line Jak szukać, żeby znaleźć tego Jedynego?). Możesz nie być w jego typie, może jakieś Twoje zachowanie go zraziło, ale tak samo prawdopodobne jest to, że nie odzywa się bo jest zajęty, boi się lub nie jest gotowy do budowania relacji, albo chce sprawdzić Twoją reakcję.

Mężczyźni robią jedną rzecz na raz i inne rzeczy są dla nich ważne

Być może znasz kultowy film z wystąpienia Marka Gungora, w którym opowiada o różnicach w sposobie funkcjonowania mózgu mężczyzny i kobiety. I choć można zarzucać mu stereotypowość, to jednak praktyka potwierdza to, że my możemy myśleć i robić wiele rzeczy na raz, a oni – nie. Poza tym, to co dla nas ważne, dla nich takie nie musi być.

[fvplayer id=”7″]

Ewelina opowiedziała mi jak na początku znajomości ze swoim mężem czuła się sfrustrowana częstotliwością kontaktów.

Na początku z Pawłem widywaliśmy się dwa razy w tygodniu zawsze była to środa i jakiś dzień w weekend. Zazwyczaj dzwonił do mnie w poniedziałek, aby potwierdzić spotkanie w środę. Za to w środę umawialiśmy się na weekend i do spotkania nie było kontaktu. Jak ja zadzwoniłam, to fajnie się rozmawiało, ale on nie wykazywał inicjatywy w tym zakresie. Do czasu aż powiedziałam mu, że mnie to frustruje. Odważyłam się na to po dwóch miesiącach spotkań. Wiedziałam, że mu na mnie zależy i nie rozumiałam, dlaczego nie mamy kontaktu. Paweł powiedział, że nie zdawał sobie sprawy, że to jest dla mnie ważne. Dla niego nie było sensu dzwonić między spotkaniami, bo skoro mamy się spotkać, to wtedy porozmawiamy. A w między czasie był zajęty pracą i innymi sprawami. 

Podobną rozmowę miałam z moim mężem na początku naszej znajomości. Wiesz, on w ogóle do mnie dzwonił w ciągu dnia. Gdy go o to zapytałam, to odpowiedział: Jak jestem w pracy, to myślę o pracy. Nie pomyślałem, żeby do Ciebie zadzwonić. 

Może się zdarzyć tak, że byłaś na udanej randce i chłopak ponownie do Ciebie zadzwoni dopiero po 5-7 dniach. Masz wtedy wybór możesz się obrazić i mu nawrzucać lub zachować się jak lodowa księżniczka. A możesz też ucieszyć się z kontaktu i zobaczyć co wyniknie z rozmowy. Nie nadinterpretuj jego zachowania. Daj mu kredyt zaufania. Oni są często prostsi niż nam się wydaje.

Mężczyźni też się boją i mogą być nie gotowi do budowania relacji

Bardzo prawdopodobne jest też, że on się nie odzywa, bo zwyczajnie się boi. Popatrz na sytuację jego oczami. Spotkał piękną i mądrą kobietę. I teraz ma się do niej odezwać i zaprosić na randkę. Mężczyźni bardzo boją się odrzucenia i wyśmiania, a wielu z nich ma nienajlepsze doświadczenia z dziewczynami.

Jeden znajomy opowiedział mi kiedyś, że zadzwonił do dziewczyny cztery dni po spotkaniu. Wcześniej jakoś nie mógł się zebrać. Gdy w końcu się odważył, to dziewczyna miała focha, bo za długo czekała na telefon. W końcu się nie spotkali, a ona mu się naprawdę podobała.

Część mężczyzn to gracze

Może się też zdarzyć, że trafiłaś na gracza. To typ mężczyzn, z którym nie warto wchodzić w relacje. Tacy mężczyźni specjalnie nie dzwonią i nie piszą, aby mieć nad Tobą większą kontrolę. Są czarujący, obiecują niestworzone rzeczy, ale też zwodzą i manipulują. Chcą, żeby to kobieta o nich zabiegała. Dlatego jeżeli Ty się do niego odezwiesz, to poczuje, że wygrał i ma Cię w garści.

Jeżeli chcesz mieć udane randki, to po prostu wyluzuj, daj sobie czas i żyj własnym życiem. Nie spinaj się (choć wiem, że to trudne). Nowo poznany mężczyzna odezwał się następnego dnia – super. Po tygodniu – też dobrze. Nie idź za emocjami, nie obwiniaj siebie ani jego, po prostu zastanów się czy chcesz się z nim spotkać, czy nie.

Na koniec – czy Ty może zadzwonić jako pierwsza? Widzisz to zależy. Jeżeli dopiero się poznaliście, to raczej nie. Przejmowanie inicjatywy nie jest dobre. Natomiast jeżeli już trochę się znacie, to jak najbardziej możesz się odezwać. Będzie to miły gest.

Photo by Tofros.com from Pexels

Facebookpinterestmail Podziel się!
adult-blur-church-1309052 (1)

Czy umawiać się z niewierzącymi?

Marzy Ci się mąż, dla którego wiara i wartości chrześcijańskie, będą tak samo ważne jak dla Ciebie? A do tego chcesz, żeby był odpowiedzialny, męski i dojrzały do budowania relacji?

A później idziesz na spotkanie dla singli w Kościele i wracasz załamana… Zastanawiasz się czy otworzyć się na relację z niewierzącym mężczyzną?

Czy to ma w ogóle sens?

Nie chcesz utracić swojej wiary, ale pragniesz też bliskości.

Niby wiesz, że Bóg sam wystarczy, ale tęsknisz za zwykłym przytuleniem i pogadaniem, za kimś, kto będzie dzielił z Tobą radości i smutki codzienności.

Randki z niewierzącymi – czy warto?

Wbrew pozorom na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Jeżeli czujesz, że pragnienie bliskości i miłości jest w Tobie tak silne, że jesteś w stanie poświęcić wszystko, aby tylko z kimś być, to nie warto. Jeżeli czujesz, że mogłabyś zaprzeć się swoich wartości, a więc samej siebie, to jest to zbyt duża cena za relację. Poza tym, związki, w których jedna strona się poświęca, rzadko wytrzymują próbę czasu.

Jeżeli jednak czujesz się silna w aspekcie swoich wartości i potrafisz być autentyczna w relacjach z innymi, to pójście na randkę z kimś kto deklaruje się jako niewierzący, może być bardzo dobrym doświadczeniem.

Randka to nie jest decyzja o małżeństwie, a raczej spotkanie dwóch osób, które wzajemnie chcą siebie poznać i sprawdzić, czy może między nimi być coś więcej. Umawiając się z mężczyznami, którzy maja inne wartości, możesz dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, a dodatkowo zobaczyć jak czujesz się w ich towarzystwie, co jest fajne, a co jest trudne.

Będąc na etapie poszukiwania umawiałam się zarówno z chłopakami wierzącymi, jak i z takimi, którzy mówili, że z kościołem mają nie po drodze. Postępowałam tak, bo wierzę, że czyny mówią więcej niż słowa i nie chciałam bazować tylko na deklaracjach. Chciałam też zobaczyć jak przy danym mężczyźnie się czuję. Z tamtego czasu pamiętam szczególnie spotkania z dwoma chłopakami.

Filip deklarował się jako osoba wierząca, należał do wspólnoty charyzmatycznej, a Bogu wspominał bardzo często. Był bardzo skoncentrowany na ewangelizacji i swojej misji. W swoich wypowiedziach był jednoznaczny, konkretny. Słuchając go czułam się zablokowana, bo on nie dopuszczał żadnych szarości, okoliczności łagodzących. Dla niego świat był czarno-biały. Uznał Pana Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela, więc niby łączyły nas wspólne wartości, ale jednak czułam do niego dystans. Nie umieliśmy znaleźć płaszczyzny porozumienia. Po spotkaniach z nim czułam smutek, bo niby mieliśmy te same wartości, a jednak byliśmy w sposobie życia bardzo dalecy od siebie.

Daniela poznałam w pracy. Umówiliśmy się kilka razy na kawę. Raz miałam na ręku opaskę I am Second. Gdy ją zauważył, Daniel zapytał czy czegoś nie wygrałam. Odpowiedziałam mu ze śmiechem, że to znaczy, że Jezus jest pierwszy. Tak rozpoczęła się nasza rozmowa o wartościach, on deklarował się jako ateista. Wspominam tę rozmowę bardzo dobrze, jako ciekawe intelektualne wyzwanie. Dzięki jego pytaniom na nowo uświadomiłam sobie, dlaczego niektóre wartości są dla mnie ważne. Nasza znajomość się urwała. Żyliśmy w dwóch, różnych światach, ale tych kilka rozmów bardzo mnie ubogaciło.

Czy warto umawiać się z niewierzącymi? Jeżeli Twoje wartości są silne i nie chcesz nikogo nawracać, to randki z niewierzącymi mogą być dla Ciebie ubogacające. I uważam, że nie ma sensu się na nie zamykać. Zresztą nigdy nie wiesz czy dany chłopak nie nawróci się za jakiś czas (on sam z łaski Boga, a nie przez Twoje działania!). Zresztą odradzając Ci randki z niewierzącymi byłabym hipokrytką, bo Darek, gdy poznałam, był poza Kościołem.

Chłopak spoza Kościoła, który się nawrócił

Jak może wiesz z mojej historii modliłam się o dobrego męża i jednocześnie działałam, czyli wychodziłam w nowe miejsca i otwierałam się na nowe znajomości. Kiedyś poszłam na imprezę cygańską i tam spotkałam Darka. Pogadaliśmy, potańczyliśmy, a następnego dnia on zadzwonił i zaprosił mnie na randkę. Dość szybko stało się jasne, że dla niego Bóg to energia, która działa w świecie, a Kościół kojarzy mu się z babciami, które siedzą i klepią różaniec. Jednocześnie jak rozmawialiśmy, to w jego zachowaniu uderzało mnie, że jest bardzo prawym i sprawiedliwym człowiekiem. W jego sposobie bycia dostrzegałam wartości, które dla mnie też były ważne. Z każdym kolejnym spotkaniem okazywało się, że mieliśmy bardzo dużo wspólnego.

Oczywiście martwiło mnie to, że nie zna Jezusa i że nie idzie Jego drogą. I prosiłam Pana Boga, żeby rozwalił tę relację, jeżeli nie jest zgodna z Jego wolą. Mimo to, spotykaliśmy się dalej. Postanowiłam grać z Darkiem w otwarte karty. Wolałam, żeby poznał mnie w pełni i się wycofał. Dlatego nie kryłam się z moim zaangażowaniem religijnym.

W tamtym czasie należałam do wspólnoty charyzmatycznej, w której podjęłam różne zobowiązania m.in., że o 12 będę odmawiać Anioł Pański, a o 15 Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Jeżeli akurat byliśmy na randce, to przepraszałam go na chwilę i oddalałam się na modlitwę. Zaprosiłam go też na wydarzenia, na które regularnie chodziłam, w tym m.in. na:

  • Mszę Świętą mojej wspólnoty, po której współprowadziłam adorację i modlitwy wstawiennicze,
  • na Górę Modlitwy organizowaną przez Dom Modlitwy w Warszawie,
  • Back Home Warsaw – uwielbienie prowadzone u oo. Jezuitów na Rakowieckiej.

Poznaliśmy się w kwietniu, a w maju lub na początku czerwca na Polach Mokotowskich zorganizowany został Tydzień Jezusa. Wybraliśmy się na organizowane w jego ramach warsztaty i koncerty. Pamiętam, że Darka bardzo poruszyły świadectwa, które ze sceny dawali artyści.

Zapraszałam go do mojego życia, dawałam się poznać, ale nie nalegałam, dawałam mu wolność (a przynajmniej starałam się). Czasem chciał pójść ze mną gdzieś, czasem nie. Oczywiście bałam się odrzucenia, wyśmiania, ale zaryzykowałam. Stwierdziłam, że on sam musi zdecydować. Otworzyłam się też na jego świat i bywałam z nim w miejscach dla niego ważnych, choć nie zawsze było to dla nie łatwe.

W czasie jednego uwielbienia Back Home Warsaw Darek wypowiedział modlitwę oddania swojego życia Jezusowi. Byłam w szoku i dalej obserwowałam, jak zmienia się jego postępowanie. Chciałam się przekonać, czy tę deklaracje złożył na poważnie. Z każdym tygodniem widziałam, że coraz bardziej wsiąka w chrześcijaństwo, że relacja z Bogiem jest dla niego coraz bardziej ważna.

Nasza relacja się pogłębiała, pojawiały się pierwsze rozmowy o wspólnej przyszłości, małżeństwie. W pewnym momencie zaproponowałam, żebyśmy razem poszli na kurs Alfa i sprawdzili czy rzeczywiście mamy wspólne wartości. Po skończeniu kursu, po ośmiu miesiącach znajomości, zaręczyliśmy się.

I choć część znajomych straszyła mnie, że pewnie Darka wiara ostygnie. To tak się nie stało. To on bardzo dba o wspólną modlitwę małżeńską i rodzinną, o zgłębianie Pisma Świętego.

Czy umawiać się z niewierzącymi?

Nie każda relacja z niewierzącym, ma taki koniec jak moja z Darkiem. Zresztą zanim go poznałam, spotkałam na swojej drodze innych, niewierzących mężczyzn i oni się nie nawrócili. Dlatego jeżeli chcesz otworzyć się na randki z niewierzącymi, to bądź ostrożna. Łatwo się zakochać, ale ten stan mija, a wspólne wartości to solidny fundament dla małżeństwa.

Wartości determinują zachowania, podejmowane decyzje, dokonywane wybory. I choć możliwe są udane związki osób o różnych światopoglądach, to są one rzadkie i trudne oraz wymagają poświęcenia i dojrzałości obu stron.

Jeżeli chcesz zacząć chodzić na randki z niewierzącymi, to zastanów się:

  • jak silne są Twoje wartości?
  • jak silną masz potrzebę bliskości i co jest w stanie dla niej poświęcić?
  • czy masz syndrom Zbawiciela, czyli wierzysz, że on się dla Ciebie nawróci?

Jeżeli uznasz, że Twoje wartości są silniejsze niż potrzeba bliskości, a także że nie chcesz nikogo zbawiać, to i tak bądź na siebie uważna. Bo w miłości bywa, że rozum mówi jedno, a serce zupełnie coś innego. A w małżeństwie chodzi o to, żeby iść za głosem serca, ale zabrać ze sobą też rozum.

 

Photo by Ric Rodrigues from Pexels

Facebookpinterestmail Podziel się!
beautiful-beauty-carefree-1458318

Tworzyć, nie tworzyć listy cech?

Czy warto tworzyć listę cech? Zdania w tej kwestii są podzielone.

W niektórych poradnikach znajdziesz informacje, że tworzenie listy cech jest bez sensu. Bo przecież spotykasz się z autentycznym człowiekiem, a nie ideałem czy wymyśloną przez siebie postacią. W innych za to będą Cię namawiać, abyś dokładnie się zastanowiła z kim chcesz być, argumentując to tym, że związek przetrwa jeżeli będziecie do siebie dopasowani.

Sama, gdy byłam na etapie poszukiwania mężczyzny, z którym mogłabym spędzić życie, czułam się zakłopotana tego typu radami.

Tworzyć nie tworzyć?

Czy to mi pomoże, czy zaszkodzi?

W końcu doszłam do wniosku, że najlepsze we wszystkim jest równowaga i stworzyłam krótką listę.

Po co Ci lista?

Tworzenie listy cech ma na celu określenie Twoich potrzeb i preferencji. Chodzi o to, żebyś uświadomiła sobie, co jest dla Ciebie ważne, a później zweryfikowała to w rzeczywistości, w kontakcie z konkretnymi mężczyznami.

Taka lista ma być dla Ciebie drogowskazem, jakimś punktem wyjścia. Ona nie jest absolutnym kryterium. Co więcej powinnaś ją co jakiś czas modyfikować!

Łatwo jest teoretyzować i mówić, że np. chcesz, żeby on był zaradny życiowo. Ale co to znaczy w praktyce? Ma dobrze zarabiać czy umieć wszystko naprawić? Albo co to znaczy, że ma być wierzący? Wystarczy, że chodzi do kościoła i się modli czy wolisz np. żeby był on zaangażowany w Ewangelizację?

Dobra lista cech pomaga Ci w okresie randkowania odpowiedzieć sobie na pytania:

  • co tak naprawdę jest dla mnie ważne?
  • jakie cechy mężczyzny są istotne dla mnie w codziennym życiu?

Jak stworzyć taką listę?

Listę cech możesz stworzyć na różne sposoby. Możesz wypisać wszystkie cechy, które przychodzą Ci do głowy lub zacząć od wypisania kategorii, które będziesz następnie uzupełniać cechami. Sposobów jest wiele. Te, które u mnie się sprawdziły znajdziesz jako ćwiczenia w kursie Fundament: Kogo szukam? Kogo wybieram?

Related Posts

W jaki sposób najlepiej ją wykorzystać?

Tak jak wspomniałam powyżej – lista cech ma być drogowskazem i powinnaś ją modyfikować.

Po listę warto sięgać, zarówno wtedy, gdy poznajesz nowego mężczyznę, jak i wtedy, gdy z jakimś chłopakiem byłaś już na kilku randkach.

Mając taką listę w głowie, na randce będziesz mogła zadać mądre pytania, dzięki którym sprawdzisz (choć częściowo) czy ten konkretny mężczyzna na wspólne z Tobą wartości, zainteresowania lub czy jego sposób zachowania jest dla Ciebie akceptowalny. Ważne, żeby o takie rzeczy pytać (w mądry sposób, niekoniecznie wprost) już na początku znajomości. Bezpośrednie pytania (w stylu – Ile i kiedy chcesz mieć dzieci?) mogą zrażać.

Jednak zapytanie o plany i marzenia na najbliższe pięć lat w niebezpośredni sposób powie Ci coś o tym, czy ten konkretny mężczyzna chce założyć rodzinę czy nie. Mądre zadawanie pytań i zbieranie informacji może uchronić Cię przed zaangażowaniem w nierokujący związek. Oszczędzi Ci też czas i frustrację.

Po randce koniecznie zastanów się czy to co usłyszałaś i zaobserwowałaś jest dla Ciebie fajne czy nie. Pomyśl też, jakie inne cechy zauważyłaś u niego, a które nie były na Twojej liście. Czy one mają dla Ciebie znaczenie?

Na przykład, gdy zaczęłam spotykać się z Darkiem, to bardzo doceniłam jego punktualność. I choć tej cechy nie było na mojej liście, to bardzo mi się to podobało. Darek zawsze na mnie czekał (a nie ja na niego), a to powodowało, że czułam się ważna i szanowana.

Być może stwierdzisz, że niektóre wypisane przez Ciebie cechy tak naprawdę nie mają znaczenia. I to jest ok. Wtedy zmodyfikuj swoją listę. Przecież lista jest tylko pewnym drogowskazem, a nie czymś absolutnym i stałym.

PS. Jeżeli trudność sprawia Ci stworzenie takiej listy cech, to skorzystaj z mojego kursu on-line lub umów się na konsultację.

Photo by Liam Anderson from Pexels

Facebookpinterestmail Podziel się!
christiana-rivers-258740-unsplash

Miłość rozkwita na gruncie wolności

Zadziwia mnie, że w książkach o wychowaniu dzieci można znaleźć dużo inspirujących myśli o zdrowym budowaniu relacji romantycznych.

Ostatnio w książce Metoda Montessori do trzeciego życia i trafiłam na taki fragment (poniżej napiszę jak to się odnosi do relacji w parze czy w małżeństwie):

Każde dziecko ma własną osobowość i misję. Nie stanowią projekcji ani przedłużenia nas samych. Nie są “nasze”, nawet jeśli zostały nam powierzone. Naszą misją jest towarzyszyć im w drodze ku nim samym, to znaczy pomóc im stać się sobą. Warunkiem koniecznym do tego (…) jest zaakceptowanie ich takimi, jakie są (…). Nie powinniśmy zatem robić z nich takich ludzi, jakimi chcemy, aby byli.

Utarło się mówić mój chłopak/ mój mąż, a to ustawia perspektywę posiadania. A przecież mężczyzna, z którym jesteś w relacji, pozostaje wolny. On nie należy do Ciebie. Jako towarzysz życia jest Ci dany i zadany, dokładnie tak samo jak dziecko. Tak samo Ty nie należysz do niego. Jesteście razem i sobie towarzyszycie.

Gdy myślę o związkach, które postrzegam jako najbardziej udane, to widzę, w nich kilka cech wspólnych:

1. Autentyczność

Osoby w tych związkach są wobec siebie szczere, prawdziwe. Nie noszą masek. Jest między nimi taki specyficzny rodzaj bliskości wynikający ze szczerości. Te osoby podjęły ryzyko obnażenia się, czyli pokazania siebie w prawdzie – ze swoimi słabościami, trudami, ale też zwycięstwami. One nie boją się jasno stawiać granic i mówić co dla nich jest ok, a co jest nie ok. A to wszystko czynią w wolności i z miłością.

2. Akceptację

Osoby w takich związkach znają nawzajem swoje wady, zranienia, słabości i wzajemnie się w nich akceptują. Co więcej, są dla siebie wsparciem.

Mam taką parę znajomych, gdzie mężczyzna ma trudności z wystąpieniami publicznymi. Wielokrotnie widziałam, że gdy on zabierał głos, jego żona patrzyła na niego z uśmiechem i podziwem. Nie ważne co się działo, w takim momencie ona była cała za nim i z nim. Kiedyś on powiedział, że to jej wsparcie jest dla niego ogromną pomocą i dzięki niemu mówi dalej, nawet gdy wewnętrznie czuje lęk i najchętniej by zamilkł.

Ale to działa w dwie strony. Moja znajoma pochodzi z rodziny, w której była duża rywalizacja, dlatego ma tendencję do porównywania się i poczucie, że jest niewystarczająca. Dlatego jej mąż dba o to, żeby czuła się ona doceniona, a gdy wpada w pułapkę porównywania się, to pomaga jej odzyskać perspektywę.

3. Wolność

Cechą wspólną takich par i małżeństw jest też to, że oni wzajemnie dają sobie wolność. To znaczy, akceptują swoją odmienność. Dużo łatwiej jest wymagać od kogoś podporządkowania się niż dawać wolność. Ale miłość może kwitnąć tylko wtedy, gdy rośnie na gruncie wolności.

Nie ważne czy jesteś singielką, jesteś w związku czy w małżeństwie, zachęcam Cię do mądrego praktykowania postawy autentyczności, dawania akceptacji i wolności. Bo te cechy potrzebne są w każdej relacji. Jeżeli zaczniesz je wprowadzać w relacjach przyjacielskich czy zawodowych, to później łatwiej (niejako z automatu) będziesz mogła je wprowadzić w relacji małżeńskiej i w swoim macierzyństwie.

 

 

 

Photo by Christiana Rivers on Unsplash

Facebookpinterestmail Podziel się!
lucio-francisco-1231340-unsplash

Czy wygląd ma znaczenie?

Istnieje taki stereotyp, że mężczyźni zwracają uwagę na wygląd, a kobiety na osobowość. Jak to bywa ze stereotypami ziarnko prawdy w tym jest, ale samo uogólnienie jest nieprawdziwe.

Na wygląd zwracają uwagę zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale rzadko jest to jedyne kryterium. Gdyby było inaczej, to wśród samotnych byłyby tylko osoby nieatrakcyjne. A przecież jest tak samo dużo atrakcyjnych singli, jak i osób w związkach.

Czy wygląd ma znaczenie?

Wracając do kluczowego pytania – Czy wygląd ma znaczenie?

Na lutowych warsztatach jedna z dziewczyn powiedziała, że ona nie mogłaby być z mężczyzną, który nie dba o siebie, tzn. otyłym, zaniedbanym. Sama lubiła sport, więc szukała kogoś o podobnych wartościach. I to jest ok.

Zresztą to naturalne, że zwracamy większa uwagę na osoby dbające o siebie, w dobrej kondycji. Znaczna otyłość, zaniedbany czy niezdrowy wygląd powodują, że dana osoba jest postrzegana jako nieatrakcyjna. I nie ważne jak poprawna i tolerancyjna będziesz chciała być, to w głębi serca wiesz, że te elementy wyglądu wzbudzają instynktowny dystans. I według mnie to jest ok.

Jakie są twoje kryteria?

Inaczej wygląda sprawa, jeżeli oczekujesz, że mężczyzna Twojego życia będzie wyglądał jak model z okładki magazynu i tylko na tym się koncentrujesz.

Zbyt szczegółowe wymagania odnośnie wyglądu mogą blokować realizację Twojego marzenia o spotkaniu miłości, szczególnie jeżeli szukasz kandydata na męża w wieku 35+.

Jeżeli np. oczekujesz, że Twój ukochany będzie miał bujną czuprynę, to skonfrontuj się z rzeczywistością. Rozejrzyj się wokół i sprawdź ilu mężczyzn 30+ z Twojego otoczenia nadal ma gęste włosy? Wyjdzie Ci pewna grupa. Teraz odrzuć z nich tych, którzy są żonaci lub zajęci. Ilu zostaje?

Charakter jest ważniejszy

Zgadzam się, że mężczyzna i kobieta powinni być dla siebie nawzajem atrakcyjni. Wygląd zewnętrzny może być pociągający, ale prawdziwa atrakcyjność wiąże się z charakterem. Bo w związku będziesz doświadczać przede wszystkim tego, co Twój ukochany nosi w sercu. W relacji ważne są takie cechy jak gotowość do przebaczania, współczucie, gotowość do poświęceń, poczucie humoru, zaradność, branie odpowiedzialności itd.

To te i inne cechy pomogą Wam zbudować małżeństwo trwające aż do śmierci.

A wygląd z czasem się zmieni. Przecież Ty sama za 40 lat będziesz wyglądała zupełnie inaczej, ale Twoje serce, osobowość i charakter będą mniej więcej takie, jak są teraz.

PS. Na początku drogi w kierunku małżeństwa warto wypisać kilka cech idealnego kandydata. I tym jak zrobić to mądrze opowiadam w kursie Fundament: Kogo szukam? Kogo wybieram?

Photo by Lucio Francisco on Unsplash

Facebookpinterestmail Podziel się!
patrick-perkins-350622-unsplash

Określ na co masz wpływ i ciesz się z randek

Nie zadzwonił po randce. Pewnie jestem beznadziejna.

Fajnie nam się rozmawiało, ale nie poprosił o mój numer telefonu. Chyba nie byłam dla niego atrakcyjna. 

Kolejne wyjście i porażka, nie poznałam nikogo. Co ze mną jest nie tak?

Brzmi znajomo?

Zamiast szukać winy w sobie, jasno określ na co masz wpływ, a co jest poza Twoją kontrolą. Dopóki tego nie zrobisz, częściej będziesz odczuwać frustrację, a nie radość z randkowania.

W życiu miłosnym są obszary, na które masz wpływ i takie, które są całkowicie poza Twoją kontrolą. Ważne, żebyś umiała je rozróżnić.

Krąg wpływu

Krąg wpływu to wszystkie rzeczy, na które masz wpływ. I tylko w nie warto inwestować. Bo jeżeli poświęcasz swój czas i energię na coś co jest całkowicie poza Twoją kontrolą, to co zyskasz? Jedynie frustrację i zniechęcenie. Za to, inwestowanie w to na co masz wpływ owocuje radością, spełnieniem i szczęściem. A z czasem spełnieniem marzenia.

Na warsztatach i w ramach date coachingów proszę dziewczyny, żeby podzieliły kartkę na pół i z lewej wypisały to, na co mają wpływ, a z prawej te wszystkie rzeczy które są całkowicie poza ich kontrolą.

Wśród rzeczy, na które mają wpływ wymieniają m.in.:

  • własne zachowanie
  • gdzie bywam i ilu mężczyzn poznam
  • jak wyglądam
  • w jakich relacjach jestem
  • jak spędzam wolny czas
  • bycie autentyczną
  • granice
  • pracę nad sobą
  • czy mam czas na randki
  • moje oczekiwania
  • jak się zachowuje po kolejnych nieudanych randkach
  • otwartość na relacje
  • …. [więcej w szkoleniu on-line Jak szukać, aby znaleźć tego Jedynego?]

A jako te poza ich kontrolą wskazują m.in.:

  • gotowość mężczyzn do wejścia w relacje
  • wiek
  • schematy rodzinne, przeszłość
  • realizację potencjału mężczyzny
  • uczucia ze strony mężczyzny
  • zachowanie drugiej osoby

Koncentruj się na tym, na co masz wpływ

Zobacz na ile rzeczy masz wpływ, jak dużą kontrolę masz nad własnym życiem miłosnym. To nie jest tak, że musisz biernie czekać aż ten Jedyny się pojawi. Nie, to co możesz robić, to inwestować w te obszary, na które masz wpływ, rozwijać siebie i dawać sobie szansę na spotkanie tego Jedynego. Na początek wybierz jeden obszar i na nim się skup.

Z czym masz największą trudność?

  • Z granicami i mówieniem nie?

Stwórz swój kodeks postępowania. Taki zbiór zasad, które będą określały co jest dla Ciebie ok, a co nie jest dla Ciebie ok. Jasne określenie zasad i granic pomoże Ci czuć się pewniej w relacjach i z czasem stworzyć taki związek, w którym będziesz czuła się dobrze.

  • Z poznawaniem nowych mężczyzn?

Zaplanuj w swoim kalendarzu czas na wychodzenie w nowe miejsca. Poszukaj grup, zajęć czy spotkań, które będą odpowiadać Twoim pasjom i zainteresowaniom. Odważ się też spróbować czegoś nowego.

  • Z radzeniem sobie z emocjami po nieudanych randkach? 

Rozczarowanie po nieudanej randce może odebrać chęć do dalszego działania. Nie poddawaj się mimo to. Posłuchaj swojego wewnętrznego monologu i nie idź za stwierdzeniami, że jesteś beznadziejna. To kłamstwo! Raczej zastanów się co możesz zmienić (np. w sposobie działania, zachowania, miejscach, w których bywasz), aby kolejne wyjścia były bardziej udane. Nie koncentruj się na niedojrzałości mężczyzn, raczej myśl o tym, na co masz wpływ, czyli np. w jakich miejscach jest szansa poznać ogarniętych facetów?

Odpuść to, nad czym nie masz kontroli

Nie zadzwonił po randce? Nie wziął od Ciebie telefonu? – odpuść. Nie masz na to wpływu. Może nie był gotowy na związek, może nie byłaś w jego typie (i to jest ok), może … Nie wiesz dlaczego tak postąpił. Nie zadręczaj się. Zamiast tego skoncentruj się na swoim obszarze wpływu. 

Ps. Jeżeli trudność sprawia Ci określenie na co masz wpływ, a co jest poza Twoją kontrolą, to skorzystaj z kursu on-line lub umów się na konsultację.

Photo by Patrick Perkins on Unsplash

Facebookpinterestmail Podziel się!
philipp-berndt-173197-unsplash

Granice w relacjach

Granice i asertywność to tematy trendy. Dużo się o nich mówi, że są ważne, że są potrzebne. A jednocześnie mi osobiście często brakuje w tym temacie konkretów.

Co to konkretnie znaczy stawiać granicę?

Co to znaczy być asertywną?

Jaka jest różnica między asertywnością a agresywnością?

Przez długi czas stawianie granic było dla mnie wyzwaniem, a raczej problemem. Niby wiedziałam, że mam prawo powiedzieć nie. Ale jak to praktycznie zrobić, żeby kogoś nie zaatakować? Jak to powiedzieć, żeby ochronić siebie i jednocześnie okazać szacunek drugiej osobie? A co ważniejsze jak stawiać granice w związku, aby nie spalić relacji, a jednocześnie nie naginać się zbyt mocno?

W szukaniu odpowiedzi na te pytania bardzo pomogła mi książka H. Clouda i J. Townsenda “Sztuka mówienia NIE”*. Dzięki niej zrozumiałam czym są konkretnie granice i jak je stawiać w zdrowy sposób.

Granice

Ze zrozumieniem granic w świecie fizycznym mało kto ma problemy. Są one widoczne i jasno określają kto jest właścicielem danego miejsca, a tym samym kto ponosi za nie odpowiedzialność. Trudność sprawia za to jasne określenie czym są granice w świecie emocjonalnym, ponieważ są one niewidoczne. W świecie fizycznym są płoty, mury czy chociażby linie, które mówią gdzie przebiegają granice. A w świecie relacji granice są nienamacalne. Ale mimo to są konieczne, a wręcz niezbędne, aby chronić to co jest Twoją indywidualnością i odrębnością.

Granice Cię określają. Określają co jest Tobą, a co Tobą nie jest. One dają poczucie własności i odpowiedzialności w odniesieniu do siebie samego. A świadomość tego, co Cię stanowi (czyli co jest Twoją własnością) i za co jesteś odpowiedzialna jest podstawą wolności. 

Z tym co jest Twoje możesz zrobić co chcesz, ale najpierw musisz wiedzieć co to jest. Znając swoje granice wiesz też za co nie jesteś odpowiedzialny, np. za to co myślą inni ludzie lub za ich pragnienia.

Czym są granice w relacjach?

Najprostsza definicja jaką spotkałam została sformułowana przez Brené Brown:

Granice to po prostu co jest ok, a co nie jest ok.

Każda z nas indywidualnie wyznacza granice. Dla niektórych obejmowanie się na dzień dobry jest ok, a dla innych nie. Niektóre z nas łatwo skracają dystans, inne potrzebują więcej czasu, żeby się otworzyć i pozwolić sobie na większą bliskość z drugą osobą. Każda z nas tworzy relacje w unikalny sposób i to jest dobre. Według mnie istnieje tylko jedna uniwersalna zasada dotycząca tego jak powinny wyglądać nasze bliższe i dalsze relacje. Powinna być w nich wolność i szacunek dla obu stron relacji, a to uzyskuje się tylko przez stawianie granic i szanowanie granic postawionych przez innych ludzi.

Czy stawianie granic jest egoistyczne?

Niektóre osoby martwią się, że stawianie granic jest egoistyczne. Ale wyniki badań pokazują zupełnie coś innego.

Brené Brown mówi, że jednym z najbardziej zaskakujących wyników jej badań było odkrycie, że osoby najbardziej współczujące, to osoby, które najmocniej wyznaczały granice. Jeżeli odpuszczasz i akceptujesz zachowania, które są dla Ciebie nie ok, to pozwalasz, żeby narastała w Tobie gorycz i gniew. A to jest zabójcze dla relacji. Poniżej znajdziesz cały wywiad z Brené.

[fvplayer id=”5″]

 

Jakie są Twoje granice w relacjach?

Czas na zadanie dla Ciebie. Pomyśl i zapisz jakie masz granice w relacjach damsko-męskich.

  • Co w tych relacjach jest dla Ciebie ok, a co nie jest ok?
  • Przypomnij sobie sytuację, w których naginałaś się. Te wszystkie momenty, w których czułaś złość. Lub te sytuacje, w których zgadzałaś się na coś z powodu lęku. Jakie swoje granice wtedy łamałaś? Co w tamtych momentach było nie ok?

Nazwij to i zapisz – wtedy stanie się to konkretne i zobaczysz, w jakich miejscach Twoje granice wymagają wzmocnienia.

Być może Twoje dotychczasowe związki były nie udane, ponieważ nie miałaś jasno wytyczonych granic w relacjach, a bez tego nie mogłaś w pełni kochać i godziłaś się na zachowania, które Cię raniły.

Stawiania granic można się nauczyć, a pierwszym krokiem jest zidentyfikowanie i nazwanie sytuacji, w których godziłaś się na przekraczanie Twoich granic.

Photo by Philipp Berndt on Unsplash

Facebookpinterestmail Podziel się!