Łukasz: Jeśli kobieta się facetowi podoba, powinien działać! [wywiad]

33-letni Łukasz, od ponad roku szczęśliwy mąż Magdaleny, opowiedział mi o randkowaniu, szukaniu ukochanej osoby i budowaniu związku z męskiej perspektywy.

Patrzę na Twoje zdjęcia z Magdą i widzę miłość i czułość. Tworzycie piękną parę. Wcześniej nie było jednak tak różowo.  Był czas, kiedy szczęśliwa relacja z ukochaną osobą wydawała Ci się niemożliwa.

Największy problem był wtedy we mnie. Nie wiedziałem, czego chcę. A jeśli nie wiem, jakiej osoby szukam, jakiej chcę relacji, to ciężko, żeby to się zadziało. 

Długo dojrzewałem, jeśli chodzi o takie postrzeganie relacji, mojej roli w niej, rozumienie, dlaczego i po co mi ta druga osoba obok. Wiele rzeczy tak naprawdę mnie ukształtowało i pomogło umocnić moje przekonania odnośnie do tego, jaka ta relacja rzeczywiście mogłaby być. Powinna być. 

To był proces. To nie wina moich rodziców. Uważam, że wspaniale sprawdzili się w tej roli. Zresztą, biorąc pod uwagę dzisiejsze patchworkowe społeczeństwo, to naprawdę cieszę się, że są nadal razem szczęśliwi, i to jest super. 

Natomiast wzór dobrej relacji to jedno, ale sposób, w jaki mężczyzna powinien postrzegać kobietę i poznawać kobiety, to zupełnie co innego. Kiedy mając 19 lat, przyjechałem do Warszawy na studia, byłem takim chłopaczkiem. Powiedzmy, miałem już jakąś wizję na temat tego, że chcę kogoś mieć, ale kogo, z kim chcę się spotykać – już nie. 

To był stopniowy, bardzo stopniowy proces. 

Bardziej chodziło o Twoją dojrzałość do związku czy raczej o to, że trafiałeś na niewłaściwe dziewczyny?

Gdy byłem niedojrzały, trafiałem na niewłaściwe kobiety. Jeśli nie wiem, kogo chcę poznać, to nie dziwi, że później spotykam osoby, które w jakimś stopniu mi nie pasują. Albo szukam w nich wad. Często bywało tak, że po prostu coś mi w danej osobie nie pasowało, nie odpowiadało, albo widziałem jakieś sygnały, że nie jest to ktoś, z kim powinienem jakąkolwiek relację budować. Co z tego – i tak lekceważyłem te sygnały. Nie słuchałem tej swojej racjonalnej strony, która mi podpowiadała, że nie za bardzo można budować relację z osobą, która ma zupełnie inne wartości. 

Będąc praktykującym rzymskim katolikiem , nie przekreślam osób innych wiar, wyznań, przekonań. Mam znajomych, przyjaciół o innych poglądach, reprezentujących inne wartości niż ja. Ale budowanie relacji intymnej, długofalowej z osobą, która ma inne wartości, te najważniejsze, to nie dla mnie.

Trudno jest budować relację z kimś, kto ma inne wartości, bo inaczej postrzega rzeczywistość i wtedy się rozmijacie.

Taka osoba inaczej nazywa to, co jest dla niej najważniejsze, z innych źródeł wywodzi swoje przekonania. Z mojego doświadczenia wynika, że pojawią się komplikacje, które dotyczą podstawy, fundamentu relacji. Miałem okazję spotykać się z dziewczyną, która nie była wojującą ateistką – raczej taką totalnie obojętną. Wzorem relacji dla niej była kuzynka, która żyje w konkubinacie od piętnastu lat. Idealna dla niej sytuacja, bo bez żadnych zobowiązań.

Ty chciałeś czegoś innego? Chciałeś mieć deklarację, podjąć odpowiedzialność?

Jak już wiedziałem, jak relacje budować, a jak ich nie budować, to stwierdziłem, że to jest rzeczywiście moje głęboko zakorzenione marzenie: być w relacji małżeńskiej, szczęśliwej, mieć rodzinę, dzieci. 

To jest coś, co chcę zrealizować i tak naprawdę w momencie, w którym sobie to powiedziałem, to wszystko zaczęło się układać. Może nie potoczyło się lawinowo, ale ta perspektywa zmieniła sposób patrzenia na drugą osobę.

Takie uświadomienie sobie, do czego dążysz, co jest Twoim pragnieniem, to był moment przełomowy w Twoim życiu?

Tak, zdecydowanie. Parę lat temu zacząłem praktykować regularnie medytację i w ramach tej medytacji jest taki moment, gdzie wyobrażam sobie siebie za trzy lata. To jest perspektywa, którą często lekceważymy, bo skupiamy się na roku. Powinniśmy doceniać perspektywę właśnie trzech lat, bo to realny czas, żeby bardzo dużo zmienić w życiu. 

W czasie medytacji uświadomiłem sobie, że rzeczywiście chcę mieć jedną osobę obok siebie. Że chcę, żeby to zmierzało w jednym, konkretnym kierunku, żebyśmy po prostu byli razem szczęśliwi, mieli dzieci, rodzinę. Kolejnym etapem była modlitwa o to. I tu rzeczywiście z Madzią wymodliliśmy się sobie nawzajem.

Na tym etapie Twojego poszukiwania była praca nad sobą, uświadamianie sobie, czego chcesz, czego pragniesz, modlitwa. Co jeszcze?

Z perspektywy mężczyzny uważam, że nie do przecenienia jest takie „pójście na miasto” i poznanie odpowiedniej liczby kobiet. Ja miałem w swojej karierze singla niezliczoną ilość takich spotkań przy kawie, na rozmowie na zasadzie poznawania, ciekawości drugiej osoby. To był na pewno jeden z elementów, który pomógł mi po prostu oswoić się z tym, że rozmowa z drugim człowiekiem jest czymś normalnym. Byłem nieśmiały, nie miałem odwagi, żeby nowe osoby poznawać. To był jeden z przełomów dla mnie, gdy zacząłem spotykać się z dziewczynami i uczyć się o tym, jak z kobietami się rozmawia, co można, a czego nie można. 

Uważam, że w takim działaniu nie ma nic złego. Szokują mnie osoby, które praktycznie z nikim się nie spotykają. Mam na przykład znajomego, który raz na jakiś czas dzwoni do mnie z pytaniem natury relacyjnej. On jest singlem, chciałby być w relacji, mieć rodzinę itd., klasyczny tradycyjny model, ale nie poznaje nowych osób, nie poznaje w ogóle kobiet. 

Jeśli nie ma okazji próbować, to skąd ma wiedzieć, jak się rozmawia z kobietami? Jak ma zrozumieć ich świat? Bo to jest inny świat. Nie oszukujmy się. Jest to po prostu zderzenie dwóch płci, które dla mnie jest absolutnie fascynujące. Kobieta ma inne spojrzenie na aspekty rzeczywistości niż mężczyzna. 

Poznając coraz więcej osób, w pewnym momencie zacząłem wiedzieć, co bardziej, a co mniej cenię, co mnie wkurza i czego nie jestem w stanie zaakceptować. Albo w drugą stronę, co jest takiego, co w tej osobie mi się nie podobało, a co pokazuje mi rzeczy, które powinienem w sobie zmienić. Bo nieraz w drugiej osobie widzimy tak naprawdę siebie.

W ramach date coachingów i kursu online namawiam dziewczyny do poznawania wielu mężczyzn. Mówię, że warto poznać średnio około stu, żeby móc spotkać swojego wymarzonego. Właśnie takie spotkania pomagają określić, czego ja potrzebuję, czego ja chcę, co jest dla mnie fajne, co jest niefajne, jaka wizja życia mi pasuje, z kim chcę to życie tak naprawdę spędzić. Bo łatwo jest powiedzieć, że chcę, żeby ktoś był troskliwy, ale co to w praktyce ma oznaczać – już jest trudniejsze.

Mam takie zaprzyjaźnione narzeczeństwo, są ze sobą chyba od pięciu lat. Są bardzo młodzi, mają po dwadzieścia pięć, sześć lat. Oboje nie mieli doświadczenia spotykania się, randkowania. Wiem, że jest w nich obojgu taka myśl: „kurcze, jeszcze bym porandkował/porandkowała. A co, jeśli inny/a jest fajniejszy?’’.

Nie mają porównania, więc trudno im dokonać wyboru świadomego.

Ta setka mi się podoba. Wydaje mi się, że to jest dobra liczba, tyle wystarczy. Czasem biorąc pod uwagę dzisiejszych mężczyzn, myślę, że można się parę razy nieźle zawieść, żeby później móc też odpowiednią osobę docenić.

Jak wyglądało Twoje randkowanie? Były  zachowania w dziewczynach, które Cię zrażały, które ewidentnie utrudniały Ci budowanie relacji?

Pierwsza rzecz, która mi przychodzi do głowy, to sposób komunikowania się. To jest dzisiaj o tyle problematyczne, że jeśli kobieta jest komunikatywna, to dla wielu mężczyzn uchodzi za „łatwą”. Wielu mężczyzn w ten sposób to odczytuje, więc dziewczyny stosują nieraz techniki „z amerykańskich seriali”, które po prostu nie są budujące. 

Przykładowo, nie odpowiem mu w ciągu godziny, bo pomyśli, że już jestem jego. Generalnie nie ma nic złego w normalnej komunikacji, jeśli służy ona po prostu do porozumiewania się i przekazywania informacji. Spotkania są od tego, żeby się poznawać, a komunikatory, telefon od tego, żeby się komunikować. Żeby było jasne, nie wszyscy mężczyźni znają te zasady. Dzisiaj ludzie przeceniają znaczenia messengera i innych komunikatorów. Wydaje im się, że jak piszą z kimś tydzień, dwa, miesiąc, to budują z nim relację. I to jest problem. Później dochodzi do konfrontacji i rozczarowania.

Długie pisanie ze sobą może powodować, że stworzymy sobie wyimaginowany, a nie rzeczywisty obraz drugiej osoby. 

Weźmy też pod uwagę, że jak mam telefon, to mogę odpisać na pytanie w ciągu trzech sekund. Mogę też zrobić to w ciągu godziny. Albo przemyśleć temat i odpowiedzieć po trzech dniach, co zupełnie zmienia perspektywę. 

Kiedy siedzimy sobie w kawiarni i rozmawiamy, to widzę mowę ciała tej osoby, widzę, jak ona się zachowuje, czy się uśmiecha, czy jej postura mi odpowiada– mnóstwo rzeczy niewerbalnych, które dostrzegam i odczytuję zarówno w warstwie świadomej, jak i podświadomej. 

Natomiast z komunikatorami jest tak, że nie wiemy, co się dalej kryje. Najczęściej to strata czasu. Dla mnie rozmowa w cztery oczy była czasem na budowanie relacji, na rozmawianie o ważnych i mniej ważnych sprawach, żartowanie itd. A SMS, telefonowanie tylko i wyłącznie po to, żeby się umówić w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie, ewentualnie wymienić jakąś krótką informację. 

Jeśli chodzi o to Twoje początkowe pytanie co zraża mężczyzn, to z jednej strony właśnie za długi czas odpowiedzi czy stosowanie wspomnianych technik, ale z drugiej strony dla części mężczyzn dobra komunikatywność i zbyt długie i łatwe pisanie przez komunikatory może skutkować tym, że nie podejmą działania. 

Dobrym przykładem jest historia koleżanki. Poznała chłopaka, który jej się bardzo podobał. Cały czas do siebie pisali i ona zastanawiała się co ma zrobić, żeby się z nim umówić. Powiedziałem jej: po prostu przestań z nim pisać. Nie odpowiadaj przez dwa dni albo wyjaśnij: Słuchaj, nie mam czasu, jestem w pracy, jestem zajęta, chcesz ze mną porozmawiać, zaproś mnie na kawę. Chodziło mi o to, żeby postawiła się w roli towaru luksusowego, a nie takiego, który jest dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę. To oczywiście wymaga odwagi, ale i tak łatwiej jest to napisać niż powiedzieć.

Okej, czyli mamy kwestię komunikacji jako coś, co może utrudniać budowanie relacji czy zrażać facetów. Co jeszcze w zachowaniu dziewczyn, czego one mogą być nieświadome, może powodować, że mężczyzna będzie się dystansował albo uciekał, tak z twojej perspektywy, z twojego doświadczenia?

O wartościach już powiedziałem. To jest o tyle istotne, że wiele osób nie rozmawia na te ważne tematy. Jakie to konsekwencje może nieść za sobą? Od miesiąca czy dwóch się z kimś spotykam i po tym czasie padają jakieś ważne pytania. Nagle okazuje się, że jest zgrzyt. Dlatego uważam, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta powinni poruszać ważne tematy. 

Wy, kobiety, macie swoje sposoby na to, żeby różne tematy poruszać „przy okazji”, w taki delikatny sposób i po prostu czytać. Faceci w tym sensie są dość łatwi do przeczytania. Jeśli gdzieś tam ściemniają odnośnie tego, jak bardzo chcą mieć dzieci, to to widać. 

I wtedy trzeba wziąć to na poważnie a nie wierzyć, że on kiedyś się dla mnie zmieni i zechce mieć dzieci.

Tak samo jest, jeśli chodzi o wartości. Jeśli dziewczyna wierząca poznaje mężczyznę, który jest ateistą i od samego startu nie zapałał entuzjazmem na widok jej gorliwości, to on tego raczej nie zrobi później. Nie ma się co łudzić, że on się nawróci. 

Jeśli poznajesz nową osobę i od początku idziesz na kompromisy z wartościami, to są to sygnały alarmowe. Niestety często je wyłączamy i mówimy sobie nie, to nieważne, on jest fajny/ona jest fajna i idziemy dalej. A później to wszystko rodzi napięcia, spory. 

A przeszkadzało Ci na przykład to, że dziewczyna miała duże osiągnięcia albo jakąś fajną karierę zawodową? Było to odrzucające, czy raczej ciekawe i zachęcające? Dziewczyny czasami się martwią tym, że mają fajne życie, dużo osiągnęły i że teraz faceci takich dziewczyn nie chcą. 

Nie patrzyłem na to w ten sposób, że dyskwalifikuję jakąś osobę, ponieważ za dużo osiągnęła albo za mało. Nie patrzyłem przez pryzmat tego, jaką pracę czy jaki status zawodowy ma, aczkolwiek może to mieć wpływ na jej ogólną postawę. To jest inna kwestia.

Tak, bo postawa nawet u osoby, która dużo osiągnęła, może być negatywna lub umniejszająca się. A za to ta, która mało osiągnęła, może być bardzo pewne siebie, więc to jest taki drugorzędny czynnik.

Prawda jest taka, że mogą być osoby, i to zarówno mężczyźni, ale też kobiety, które na tyle cenią swoją karierę zawodową, że nie są w stanie niczego poświęcić dla budowania relacji. Więcej na pewno jest mężczyzn, którzy poświęcają swoje życie prywatne dla osiągnięcia odpowiedniej pozycji, statusu. Natomiast są też takie kobiety. Wydaje mi się, że to kwestia wyczucia, na ile ta osoba byłaby w stanie, nie mówię zrezygnować, ale jakoś przeprofilować swoje działania zawodowe.

Zmodyfikować na przykład tak, żeby była możliwość założenia rodziny.

Kiedy poznałem Magdę, nie miałem wizji na temat tego, w jakiej branży ma być dziewczyna czy czym się zajmować. Chciałem spotkać osobę wrażliwą i taką, która ma zapał do sportu. Myśmy się poznali na speed datingu, gdzie otrzymuje się formularz do wypełnienia, jak daną kandydatkę zapamiętaliśmy. Mam ten formularz jeszcze w swoich szpargałach, na pamiątkę: „Magdalena – weterynaria, pole dance, kotki”. To były trzy rzeczy, które zapamiętałem i zapisałem. To jest miłość wielka mojej żony i to mnie ujęło też na samym starcie. Ale to jestem ja. Mnie ujmuje to, że ma potężny potencjał miłości wobec zwierząt, ludzi, i to już jej się objawia wobec naszego dzieciątka małego. Ma też wielką fascynację sportową.

Co w relacji z Magdą było inne? Dlaczego tym razem się udało? Jak myślisz, co spowodowało, że ten związek wam wyszedł?

Tak jak już wspomniałem, oboje sobie siebie wymodliliśmy nawzajem i tego się będę trzymał. Wierzę, że tak po prostu jest. Ja wierzę w realną siłę modlitwy, to się spełnia, tylko trzeba wiedzieć, o co się modlimy.

A ile czasu się modliłeś? Kiedy zacząłeś?

Myślę, że dwa i pół roku. Nie mówię, że to była pompejanka cały czas odmawiana, ale cała ta intencja ze mną była.

Czyli to była długa, wytrwała modlitwa? Nie to, że raz, nie, że tydzień czy miesiąc.

Ta modlitwa była połączona z działaniem zgodnie z ignacjańskim hasłem: módl się tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga, działaj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie. Brałem więc sprawy w swoje ręce. Poznawałem ludzi w różnych miejscach. Uważam, że żaden sposób nie jest zły. Na przykład aplikacje randkowe to są dzisiaj dostępne narzędzia. Korzystałem z Tindera, w swoim czasie z Sympatii, chodziłem na speed datingi, więc naprawdę dużo osób miałem okazję poznać. 

Wróćmy do Magdy. Wymodliliście się sobie, wychodziłeś i dawałeś sobie szansę na poznanie kogoś. Co w tej relacji było innego?

Większość swojej kariery zawodowej spędziłem w sprzedaży, która daje dużo  dobrych, przydatnych narzędzi do używania w życiu. Zadziałałem od startu, kiedy się poznaliśmy. Sprzedażowo, na zasadzie: kuj żelazo, póki gorące. Coś mi podpowiadało, może to był na początku mój instynkt, że warto tę dziewczynę poznać bardziej. 

Nie ukrywam, że czułem przyciąganie. W drugą stronę też to tak działało i nie dawałem temu ochłonąć. W ciągu pierwszego miesiąca naszej znajomości myślę, że widzieliśmy się z dziesięć razy, jak nie więcej. Jak dostałem do niej numer od organizatorów speed datingu to po prostu zadzwoniłem. Umówiłem się z nią nie na za tydzień, tylko na następny dzień. 

Po pierwszej randce nie czekałem i nie zastanawiałem się, czy warto, kiedy do niej zadzwonić i że trzeba trzy dni odczekać. Są takie różne zasady, którymi faceci się kierują. Moim zdaniem strasznie głupie. Jeśli kobieta się facetowi podoba, powinien działać. 

Na koniec pierwszej randki po prostu powiedziałem, że chciałbym się z Magdą zobaczyć ponownie. Widzieliśmy się następnego dnia. Tu znowu wracając do tego, czego ja chcę, oczekuję i  potrzebuję – nie chciałem relacji, w której spotykam się z dziewczyną raz w tygodniu czy raz na dwa tygodnie i może coś z tego wyjdzie, a może nie. To nie był dla mnie model docelowy. Ja docelowo dzisiaj mam żonę, z którą mieszkam, żyję razem, więc musimy mieć dla siebie nawzajem czas w kalendarzu. Ona go miała, chciała się spotykać i wiedziała też, czego chce. 

Dzisiaj nie ukrywa, że trochę ją to na początku dziwiło, ale pozytywnie. Nie było to w żaden sposób negatywne: ojejku jak on tam szaleje i ciśnie, ja już nie mogę, tylko: super, fajnie. Poznałem fajną osobę, spotkajmy się w takim razie, niech to będzie normalna relacja, po prostu spędzajmy razem czas. Myśmy oboje na samym starcie mieli takie postanowienie. I w zasadzie później to już się rozwijało naturalnie, bo już pewnego pędu nadaliśmy tej relacji na samym starcie. 

Często się widywaliście, dlatego mogliście rozmawiać o wartościach, celach i dosyć szybko je zweryfikować.

Właśnie. To jest kluczowe, mogliśmy poznać siebie w różnych sytuacjach. Byliśmy też od początku na bieżąco ze swoimi sprawami. Tu znowu wrócę do mojego rodowodu sprzedażowego. Jeśli mam pierwsze spotkanie z klientem i chcę zamknąć sprzedaż, to nie umówię kolejnego spotkania za tydzień czy dwa tygodnie, bo i ja zapomnę, co tam u klienta, i on zapomni.

W randkach jest tak samo. Pamięć ludzka jest zawodna i jeśli chcemy rzeczywiście daną osobę poznawać, to musi mieć to swoją intensywność. My od początku rzeczywiście poznawaliśmy się, chcieliśmy tego i mieliśmy przede wszystkim chęć znalezienia w swoim kalendarzu, napiętym z obu stron, czasu dla tej drugiej osoby.

Tu wrócę jeszcze do wcześniejszego pytania, co wkurza u dziewczyn. Nie raz miałem okazję tego doświadczyć przy okazji speed datingu, który jest dobrym narzędziem. Przychodzi dwudziestu mężczyzn, dwadzieścia kobiet. Teoretycznie wszyscy są singlami, wychodzą na miasto, czyli mają czas. Dzwonię po takim spotkaniu do dziewczyny i okazuje się, że ona tak zajęta jest w pracy przez następne dwa tygodnie, że na pewno nie znajdzie czasu. To już jest słaby sygnał, bo albo nie jest w stanie mi powiedzieć wprost: tak, zaznaczyłam cię, ale wiesz co, nie, jednak rozmyśliłam się, albo po prostu sygnalizuje: no, byłam z ciekawości, ale nie chcę nikogo poznać tak naprawdę. Warto na to prawdziwe poznawanie drugiej osoby znaleźć czas w swoim harmonogramie, a nie wcisnąć ją między francuski a ściankę wspinaczkową.

Z Magdą mogliście się spotykać, mieliście dla siebie czas. Do tego dochodzą wspólne wartości i dobra komunikacja. Co jeszcze, sprawiło, że ten związek tak fajnie się wam rozwinął?

Wspólne, oprócz wartości, pasje. Dla mnie to było niesamowicie fascynujące, czym Madzia się zajmuje i wtedy zajmowała – sportem i zwierzętami. Uczestniczyła też w moich aktywnościach. Ja wtedy jeszcze byłem w teatrze akademickim, więc przychodziła na moje przedstawienia. Poznaliśmy się w 2018 roku i wtedy uczestniczyłem w biegach, w półmaratonie warszawskim. To był początek naszej znajomości, a ona przyszła mnie zobaczyć i pomachać. Było to dla mnie po prostu cenne. Wchodziliśmy nawzajem w swoje środowiska, poznawaliśmy nie tylko siebie, ale też osoby, które są nam bliskie. To się tak zazębiało systematycznie i w sposób bardzo naturalny. 

Dodatkowo się dopasowaliśmy pod względem temperamentów. Wszystko się zgrało, w czasie też. Oboje byliśmy odpowiednio długo po zakończeniu nieudanych relacji, mieliśmy czas na zamknięcie tamtych rozdziałów, co też jest bardzo istotne, więc byliśmy po prostu gotowi na siebie.

Gdybyś ją poznał wcześniej, przed tą całą swoją drogą dojrzewania, to byłaby mniejsza szansa, że by Wam wyszło?

Mogłoby tak być.

Często to my musimy po prostu sami przejść jakąś drogę, żeby otworzyć się na tę fajną osobę. Czasami mówimy: Ile jeszcze? Ile jeszcze?, ale tak naprawdę, przynajmniej u mnie i u Darka tak było, że gdybyśmy poznali się wcześniej, to na pewno by nam nie wyszło. Po prostu byśmy na siebie nie zwrócili uwagi, bo nie byliśmy na siebie gotowi. A jak się spotkaliśmy wtedy, kiedy się spotkaliśmy, to nagle wszystko się ułożyło. Ten czas randkowania i poznawania siebie, w tym swoich potrzeb, oczekiwań i tego, co ja mogę dać drugiej osobie, owocuje później w kolejnych relacjach.

Jak najbardziej się z tym zgadzam i uważam, że wszystko, każda relacja, każde spotkanie jest po coś, żebyśmy wyciągnęli wnioski. Sam miałem niejedną taką historię – poznawałem wartościową osobę i nie byłem w stanie jej docenić. Dopiero z perspektywy widziałem, że to była naprawdę wartościowa osoba, ale to nie był ten czas, odpowiedni dla mnie na przykład. Nie myliłbym tego jednak z przeznaczeniem.

Oczywiście tutaj nie chodzi o przeznaczenie zupełnie. Bardziej o to, co jest w nas. Naszą gotowość.

Dokładnie, tak.

A jaką dałbyś radę dziewczynom, które cały czas są w drodze do spotkania ukochanego mężczyzny? Co byś im poradził?

To trudne. Nieustępliwość – to jest znowu sprzedażowe. Ale istotne jest żeby mieć niezachwiane w sobie przekonanie, że mogę, jestem w stanie poznać tę drugą osobę i że to ode mnie zależy. Jeśli jest w mężczyźnie, w kobiecie takie głębokie przekonanie, taka wola, to uważam, że to się wcześniej albo później spełni. Po prostu trzeba wierzyć.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *